2 czerwca 1945 roku piękna Włoszka Delia Bornaccini poślubiła w Anconie przystojnego Polaka, ppor. Wiesława Fuska. Był to przełomowy moment w jej życiu. Los sprawił, że młoda kobieta, pochodząca ze słonecznej, rozśpiewanej Italii, musiała opuścić rodzinne strony. Idąc za głosem serca, w niedługim czasie zamieszkała w powojennym, smutnym i zimnym Bieczu. Zderzenie z rzeczywistością było trudne. Przyszłość pokazała jednak, że wrosła w bieckie środowisko, pokochała Polskę i rodzinne miasto męża, gdzie zyskała wielu przyjaciół. Wspaniale mówiła w naszym ojczystym języku. Była kobietą elegancką, o niezwykłej urodzie, ale przede wszystkim kobietą z klasą w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Zawsze życzliwa ludziom, taktowna, pogodna, uśmiechnięta, służąca wsparciem, radą i pomocą. Mając niebywałe zdolności wokalne stała się „muzyczną wizytówką” Biecza.

Delia Bornaccini urodziła się 3 grudnia 1922 roku w Anconie we Włoszech. Jej rodzicami byli Giorgio Bornaccini i Maria z domu Piccinini. Imię otrzymała po swojej babci, matce ojca. Miała trzech starszych braci: Antonia, Raula i Waltera. Wychowywała się w katolickiej rodzinie. Giorgio Bornaccini był urzędnikiem Dyrekcji Kolejowej w Anconie, dziedzicząc zawód po swoim ojcu Antonio, który pełnił funkcję Naczelnika Stacji Kolejowej w Mediolanie. Wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu zajmowała się głównie mama. Delia zaczęła śpiewać w wieku trzynastu lat. Nauczycielka zwróciła na nią uwagę chwaląc za muzyczną dojrzałość, gdy podczas jednego z występów znakomicie zaśpiewała arię z „Madame Butterfly”. Ojciec, amatorsko związany ze sceną, dla którego córka była „oczkiem w głowie”, wiedząc z jakimi wyrzeczeniami ma to związek, kategorycznie odmówił jej pobierania lekcji i dalszego podążania w tym kierunku. Po latach w pewnym sensie spełniła swoje marzenia o występach artystycznych, biorąc udział w różnych konkursach i uroczystościach w Polsce. Po ukończeniu szkoły podstawowej i średniej Delia Bornaccini pozostawała w Anconie aż do wybuchu II wojny światowej. Wówczas ojciec ze względu na bezpieczeństwo i łatwiejsze warunki bytowe wyszukał rodzinie mieszkanie prawie na wsi, w malutkim uroczym miasteczku o nazwie Numana, znajdującym się 20 km od Ancony. Położone było na wysokiej skale, stromo opadającej do lazurowego Morza Adriatyckiego.

Wczesną jesienią 1944 roku 2 Polski Korpus zatrzymał się tam na krótki wypoczynek przed dalszymi walkami na froncie. Szefostwo Służby Zdrowia stacjonowało w miejscu stałych spacerów Delii i jej koleżanek. 6 września 1944 roku poznała ona ppor. Wiesława Fuska, magistra farmacji, żołnierza Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Jego szlak bojowy od początku wojny prowadził przez Węgry, Francję, Syrię, Palestynę, Egipt, Irak, Libię (gdzie przez 114 dni brał udział w obronie twierdzy Tobruk) i Włochy. Oczarowany urodą i dobrocią dziewczyny oświadczał jej się codziennie, jednak bezskutecznie. Tak wspominał poznanie Delii w książce „Przez piaski pustyń”: „Spostrzegłem ją w jednym z okien na piętrze, gdy spoglądała na morze. Rozpuszczone, gęste, kasztanowe włosy okalały jej urodziwą młodą twarz. Zagapiony zawadziłem nosem o przydrożne drzewo, co nie uszło jej uwagi, uśmiechnęła się bowiem, wskazując mnie drugiej, siwowłosej pani. Następnego dnia złożyło się, że w poszukiwaniu lekarza trafiła na mnie. Poznaliśmy się. Ma na imię Delia, jak owa piękna markiza z Loreto. Delia Bornaccini. Przez 34 dni naszego pobytu w miasteczku widywaliśmy się codziennie. Przychodziła z chmarą swoich koleżanek z Ankony, które schroniły się tu przed bombami (…). Delia podobała mi się z nich wszystkich najwięcej: buzia piękna, opalona. Bystre, wielkie i pełne żywego blasku oczy, okolone niezwykle pięknym, równym i śmiało zary­sowanym łukiem ciemnych brwi. Usta czerwone – tylko całować. Cera jak u brzoskwini dojrzałej do zerwania. Diablo zgrabna, o ruchach wdzięcznych i płynnych, rączka długa i wąska, nóżka… Co tu wiele ga­dać – wzięła mnie z miejsca i tyle. (…) Brała mnie nie tylko urodą, ale i tym, że poświęcała mi każdy wie­czór, że okazywała dobre serce, że przynosiła dla mnie placki, a na dro­gę ofiarowała całą torbę własnoręcznie upieczonych ciasteczek, a prze­cież ciężko dziś o te rzeczy tutaj.”

Wkrótce 2 Polski Korpus zmienił miejsce stacjonowania, ale nie stracili ze sobą kontaktu. Wiesław Fusek uczył się języka włoskiego i z pomocą innych pisał do wybranki swojego serca długie, romantyczne listy. Jednocześnie sam zapoznawał ją z językiem polskim, wtrącając w listach polskie słowa. Mając nadzieję, że tym razem nie dostanie odmowy, w Boże Narodzenie 1944 roku, samodzielnie wygłosił przemówienie prosząc rodziców Włoszki o jej rękę. Delia Bornaccini zgodziła się zostać jego żoną. Wiesław starał się, żeby w domu przyszłych teściów bywało wielu rodaków, dzięki czemu jego narzeczona przebywała w towarzystwie Polaków i mogła poznawać nasz język, kulturę i obyczaje. Pobrali się 2 czerwca 1945 roku w kościele Sacro Cuore w Anconie, a ślubu udzielił im ksiądz Bernardino Piccinelli. Już 17 lipca wstąpiła do polskiego wojska (2 Korpusu) z przydziałem do pionu PCK, obejmując swoją placówkę służbową przy Szpitalu Polowym Nr 5. Równocześnie pracowała w Polskim Ośrodku dla Wyczerpanych – najpierw w Fermo, a następnie w Loreto. Miała stopień podporucznika. Często śpiewała w szpitalu chorym żołnierzom, aby umilić im trudny czas rekonwalescencji.

12 października 1946 roku Delia Fusek urodziła śliczną córeczkę Stefanię, nazywaną przez bliskich „Kruszynką”, która całe życie była dla rodziców największym szczęściem, dumą i wsparciem. Przez jakiś czas mieszkali w Anconie wraz z rodziną Bornaccini. Wciąż jednak pozostawał problem osiedlenia się gdzieś na stałe. Delia wychodząc za mąż za Polaka utraciła obywatelstwo swojego kraju, natomiast Wiesław nie mógł uzyskać obywatelstwa włoskiego. Pomimo różnych intratnych propozycji, m.in. wyjazdu do Australii, gdzie czekało na nich umeblowane mieszkanie w Sydney i perspektywa dobrej pracy, postanowili powrócić do Polski. Pani Stefania Fusek, matka Wiesława i wdowa po zmarłym w obozie w Auschwitz w grudniu 1941 roku Witoldzie Fusku, przesyłała rozpaczliwe listy do syna. Potrzebny był bowiem farmaceuta do pracy w rodzinnej aptece. 4 października 1947 roku Fuskowie wyruszyli w podróż pociągiem towarowym PCK z miejscowości Jesi. Odbywali ją w trudnych warunkach: w ścisku, w bydlęcych wagonach z małymi oknami. Pięć dni później dotarli do Dziedzic, gdzie Wiesław zobaczył Polskę po ośmiu latach wojennej tułaczki. Na granicy Stefania Fusek powitała syna, synową i wnuczkę. Wreszcie 12 października dotarli do Biecza.

Delia Fusek opuściła rodzinny dom i ukochane Włochy, a przeniosła się do ojczyzny męża, gdzie czekała ją bieda i ciężkie warunki życia w zniszczonym przez wojnę państwie. Polskę znała z opowiadań męża, a także swojego ojca, który w 1933 roku odwiedził nasz kraj, był nim zachwycony i obiecywał córce, że kiedyś jej go pokaże. Dla Wiesława powrót do Biecza związany był z odnalezieniem się w nowej dla niego rzeczywistości polityczno-gospodarczej. Z kolei dla 25-letniej Włoszki przyjazd do Polski dotyczył przystosowania się do wszystkiego: warunków klimatycznych, gospodarczych, politycznych, kulturalnych, a nawet żywnościowych (obce polskie potrawy, brak włoskich przypraw i delikatnych jarzyn).

Istotne było również to, że weszła do znanej i cenionej patriotycznej rodziny Fusków. Dziadek jej męża – Wilhelm był powstańcem styczniowym, a ojciec – Witold działaczem narodowym i twórcą bieckiego harcerstwa. Niestety, wobec nadejścia w Polsce ustroju komunistycznego, ta zacna familia nie miała łatwo. Musieli przechodzić przez różnego rodzaju szykany, inwigilacje, szantaże ze strony UB, rewizje, a także „omyłkowe” wzywanie na MO i aresztowanie. Życie w ciągłym strachu nie stwarzało odpowiednich warunków dla cudzoziemki i jej córki. Największym ciosem była utrata przez Wiesława (poprzez upaństwowienie) w 1951 roku rodzinnej apteki, nazwanej przez jego dziadka Wilhelma „Pod Polskim Orłem”. Natomiast Delia nie otrzymywała zgody na wyjazd do Włoch, nie mogła nawet pojechać na pogrzeby swoich rodziców. Fuskowie przetrwali jednak trudne chwile. Wiesław został kierownikiem apteki we Frysztaku, a następnie w Gorlicach, gdzie pracował do przejścia na emeryturę. 

Delia Fusek umiała odnaleźć się w nowym środowisku i trudnych warunkach życia. Duży wpływ miało  na to opanowanie języka polskiego i biegłe posługiwanie się nim. Oczywiście tęskniła za rodzinnym domem, słońcem, morzem, plażą i włoskim jedzeniem, ale z czasem Biecz również stał się jej miłością. Angażowała się w liczne społeczne i kulturalne wydarzenia, które miały miejsce w naszym mieście i okolicy. Przez wiele lat była cenionym animatorem kultury, szczególnie w kręgu seniorów. Śpiewała pięknym sopranowym głosem, a specjalizowała się w pieśniach włoskich. Była ekspertką od arii operowych, o których wiedziała wszystko. Oprócz śpiewu jako solistka i w chórze, lubiła także grać w zaciszu domowym na fortepianie. Od 1979 roku była członkiem Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów, a od 1987 roku członkiem Zarządu Rejonowego PZERiI w Bieczu. Przez dwie kadencje, od roku 1996, pełniła funkcję prezesa Zarządu Rejonowego PZERiI. Ponadto była członkiem – założycielem odnowionego Towarzystwa Przyjaciół Biecza i Ziemi Bieckiej (dwie kadencje jako członek zarządu). Aktywnie uczestniczyła i przez pewien czas prowadziła przy bieckim oddziale PZERiI „Klub Seniora”, będący głównym ośrodkiem amatorskiego ruchu artystycznego i kulturalnego w naszym mieście i gminie. Ćwierć wieku śpiewała w chórze strażackim „Kasztelan” przy OSP w Bieczu i była dumna z posiadania munduru.  

Otrzymała wiele nagród i wyróżnień, m.in. „Złoty Kask”, czyli główną nagrodę z chórem „Kasztelan” na I Krajowym Festiwalu Piosenki Strażackiej w Ciechocinku 15 września 1986 roku, a także Złotą Odznakę Honorową od Zarządu Głównego PZERiI, 30 czerwca 2010 roku. Natomiast 5 lutego 2011 roku przyznano jej wyróżnienie podczas XI edycji „Mostów Starosty”. Wręczane jest ono osobom dbającym i troszczącym się o swoje „małe ojczyzny”, o ich rozwój, piękno, kulturę i zachowanie dla potomnych dziedzictwa i dorobku minionych pokoleń.

Pani Delia należała do elity mieszkańców Biecza, gdzie miała wielu przyjaciół i była niezwykle lubiana. Charakteryzowała ją wysoka kultura osobista. Mimo że pochodziła z innego kraju, była wspaniałą ambasadorką polskości. Wspierała inicjatywy mające na celu pamięć o lokalnej przeszłości, m.in. współfinansowała remont pomnika harcerskiego i odnowienie tablicy z nazwiskami poległych za Polskę.

W miarę możliwości odwiedzała rodzinę we Włoszech. Lubiła oglądać włoskie kanały telewizyjne, słuchać muzyki, dużo czytała, kochała i pielęgnowała kwiaty. Doczekała się wnuczki i wnuka oraz trojga prawnuków. Była podporą dla męża, z którym spędziła w małżeństwie 66 lat. Stanowili zgraną parę, chociaż posiadali różne pasje i zainteresowania. Wiesław Fusek będąc na emeryturze poświęcił się głównie malarstwu, był cenionym malarzem-akwarelistą oraz pisaniu wspomnień z czasów II wojny światowej. Odszedł 3 września 2011 roku w wieku 99 lat, zaledwie siedem miesięcy przed ukończeniem setnego roku życia.

Stan zdrowia jego żony pogorszył się wkrótce po tej stracie. Delia Fusek zmarła 7 stycznia 2014 roku w Gorlicach, miesiąc po 91. urodzinach. Pochowana została obok męża w grobowcu na cmentarzu komunalnym w Bieczu.

G.A.

Zdjęcia i materiały z archiwum rodzinnego

P. Stefanii Fusek-Chrostowskiej

Źródła: Wiesław Fusek: “Przez piaski pustyń. Z dziennika żołnierza Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich” (1988)

Tadeusz Ślawski: “150 lat Ochotniczej Straży Pożarnej w Bieczu” (2011)

Internet

Skip to content