Sylwester Litworowski był aktywnym działaczem konspiracyjnym, oficerem Armii Krajowej w randze porucznika, jednym z dowódców drużyny wchodzącej w skład plutonu AK w Bieczu, a także magistrem prawa i wiceprezydentem Wrocławia.

Sylwester Józef Litworowski urodził się 7 grudnia 1919 roku w Bieczu, a ochrzczony został w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Był najstarszym synem Tadeusza Józefa Litworowskiego i Wilhelminy Agnieszki z domu Eustachiewicz, którzy zawarli związek małżeński 21 września 1918 roku. Wiadomo, że posiadał troje młodszego rodzeństwa: braci Hiacynta (ur. 1921) i Czesława (ur. 1925), którzy zmarli kilka miesięcy po narodzinach, a także siostrę Jadwigę (1922-1944). Ojciec założył wkrótce nową rodzinę, wyjechał do Ciężkowic i nie utrzymywał ze swoimi dziećmi kontaktu. Małego Sylka wychowywała wówczas matka, babcia Maria Eustachiewicz z domu Rożeń, ciotki, a także wujkowie – adwokat Edward Brożyna oraz Klemens i Franciszek Eustachiewiczowie. Sylwester ukończył Siedmioklasową Publiczną Szkołę Powszechną Męską imienia Marcina Kromera w Bieczu, a następnie uczęszczał do Państwowego Gimnazjum Koedukacyjnego imienia Marcina Kromera w Gorlicach. Tuż przed wybuchem II wojny światowej zdążył zdać egzamin dojrzałości. Wychowanie w duchu patriotycznym sprawiło, że Sylwester Litworowski bez wahania włączył się w działalność ruchu oporu. Został członkiem Armii Krajowej. Praktycznie całą swoją młodość oddał Ojczyźnie wielokrotnie narażając życie.

Jesienią 1942 roku Niemcy dokonywali w Bieczu masowych aresztowań. Najprawdopodobniej były one odwetem za spalenie magazynów siana dla Wehrmachtu przy stacji kolejowej w naszym mieście. Zazwyczaj na listach osób do aresztowania w pierwszej kolejności znajdowali się tzw. „zakładnicy”, czyli przeważnie ludzie działający w konspiracji. W nocy z 9 na 10 października 1942 roku żandarmeria niemiecka i Gestapo aresztowało 18 osób z Biecza podejrzanych o sabotaż, w tym Sylwestra Litworowskiego. Z relacji innego zatrzymanego, Władysława Salamona, brata zastrzelonego tej nocy Adama Salamona, wynikało, że aresztowani zostali również: Stefan Wójcikiewicz, Marian Śliwiński, Roman Smoluchowski, Edward Strzyżewski, Edward Mosoń, Tadeusz Cetnarowicz, Jan Buczyński, Jan Wędrychowicz, Edward Augustyn, Józef Pasterski, Augustyn Pasterski, Henryk Bednarski, Feliks Zaczyński, Stanisław Mikosz i Józef Szałajko. W gorlickim areszcie Sylwester Litworowski spędził blisko dwa miesiące. Wypuszczono go 30 listopada 1942 roku, a on w dalszym ciągu bohatersko walczył o wolną Polskę uczestnicząc w ruchu oporu. W 1943 roku wprowadził w szeregi AK swoich ciotecznych braci Mieczysława i Edwarda Eustachiewiczów, dla których był bezpośrednim przełożonym. Przekazywał im meldunki z oddziału, które dostarczali do dowództwa.

Sylwester Litworowski dowodził jednym z „piątkowych” – konspiracyjnych zespołów  Armii Krajowej, która znana była w Bieczu ze swoich akcji dywersyjnych. Drużyna wchodziła w skład plutonu Piotra Wilka pseudonim „Znicz”. Jej zadaniem było rozpoznawanie w celach wywiadowczych rejonu dworca kolejowego, przez który przechodziły transporty niemieckie na front wschodni, a nieco później ewakuujące się niedobitki nazistowskiej armii. Bieccy partyzanci wykonywali szereg odważnych akcji sami lub wspólnie z innymi lokalnymi oddziałami. Wykorzystywali wszelkie okazje, żeby zaskoczyć wroga, coś uszkodzić lub zdobyć. Trzon grupy Piotra Wilka stanowiło ponad 20 osób. Jej członkami oprócz Sylwestra Litworowskiego byli m.in. Jerzy Augustowski, Janusz Borejko, Michał Buszta, Franciszek Cetnarowicz, Adam Jagielski, bracia Mieczysław i Edward Eustachiewiczowie, Adam Kuśmider, Franciszek Lech, Julian Lech, Józef Lignar, Zdzisław Malinowski, Marian Sarnecki, Julian Sendecki, Jan Skałba, Lucjan Tumidajewicz, Julian Tworek, Maria Wanat i Zdzisław Zgórkiewicz. Jedna z odważniejszych akcji miała miejsce latem 1944 roku, kiedy to pewnej nocy z niestrzeżonego wagonu wyładowano 5 tys. sztuk nabojów do karabinów, trotyl i gazy łzawiące. Zdobyte materiały ukryto w bunkrze na polu rodziny Eustachiewiczów, a po jakimś czasie bracia Lechowie i Franciszek Cetnarowicz przewieźli je furmanką do komendy placówki w Binarowej.

W Bieczu miejscami prężnie działającego ruchu opory były m.in. klasztor OO. Reformatów i dwór Jana Długosza. Współpraca partyzantów przebiegała doskonale. Sieć niedostrzegalnych powiązań, często będąca łącznością rodzinną sprawiała, że minimalizowano zagrożenie dekonspiracji i wpadki. Sylwester Litworowski działał nie tylko na terenie naszego miasta. Baza wypadowa lokalnych członków Armii Krajowej znajdowała się w lasach w podjasielskich Warzycach. Gdy wracał do domu w Bieczu, nocował na strychu lub w pobliżu u „granatowego policjanta”, pana Jajko, który współpracował z AK. Dostarczał on m.in. wiadomości dotyczące okupantów, czyli kiedy planowana jest łapanka i jakie Niemcy dostali rozkazy. Po wojnie otrzymał wyrok długoletniego więzienia, a bieczanie w czasie procesu apelacyjnego jeździli do wrocławskiego sądu zeznawać na jego korzyść. Prawdopodobnie obroną kierowali z utajnienia mecenas Edward Brożyna i Sylwester Litworowski, którzy nie ujawnili swojej przynależności do AK, a byli wspierani przez owego policjanta w czasie okupacji.

Grupa Litworowskiego działała również w Moderówce koło Jasła, gdzie terenem obserwacji była ważna stacja kolejowa. Bieczanin uczestniczył w akcjach sabotażowych, m.in. mających na celu wysadzanie torów kolejowych i przygotowywanie zasadzek na drodze przelotowej Krosno–Jasło–Gorlice. Wysiłki kończyły się sukcesami, gdyż znacznie utrudniały hitlerowcom ich wojskowe transporty. Na drodze od Niegłowic okupanci ustawili nawet ostrzegawcze tablice informujące o działalności partyzantów. Grupie udało się także m.in. odbić kolegów z więzienia w Jaśle czy tych wysyłanych przez NKWD na Syberię. Liczna i aktywnie działająca rodzina Sylwestra Litworowskiego, która dobrze znała język niemiecki, wspierała go w jego poczynaniach. Ciotka Julia Zawiślakowa była właścicielką jasielskiej restauracji usytuowanej naprzeciwko więzienia. Gościli w niej niemieccy urzędnicy i dozorcy więzienni, których przekupywano. Informacje trafiały do oddziału AK i dzięki odpowiednim kontaktom możliwe stało się np. odbicie więźniów z transportu. Organizowano pomoc osadzonym i zapewniano komunikację z nimi. Było to możliwe z racji częstego przebywania w restauracji oficera Gestapo i kierownika więzienia, którzy nadużywali alkoholu. Nierzadko dochodziło również do organizowania więźniom ucieczek. Dzięki skorumpowanym niemieckim nadzorcom uzyskiwano zwolnienia, przepustki, fałszywe dokumenty, a także usuwano z teczek informacje kompromitujące uwięzionych działaczy. Biecka i jasielska grupa Armii Krajowej współpracowała z Batalionami Chłopskimi, ale wkrótce doszło do napięć z ich dowództwem w wielu sprawach, przede wszystkim co do wizji nowej Polski.

Po II wojnie światowej Litworowski po raz pierwszy od lat spotkał się ze swoim ojcem w Ciężkowicach, a stało się to możliwe dzięki informacji o miejscu jego pobytu, którą otrzymał od członka rodziny. Zamierzał nadal kształcić się, a najlepszym miejscem edukacji dla zdolnej bieckiej młodzieży okazał się Wrocław. Przetarł szlaki podejmując studia prawnicze na Uniwersytecie Wrocławskim. Ukończył je zostając magistrem prawa. Nie zamierzał ujawniać swojej partyzanckiej przeszłości, która byłaby dla niego zagrożeniem w nowej rzeczywistości, gdy władzę w Polsce objęli komuniści. W związku z tym udało mu się skutecznie zaangażować w działalność samorządową. Został nawet wiceprezydentem Wrocławia, urzędował w magistracie i mieszkał na ulicy Charlotte. Po sfałszowanym referendum ludowym z 30 czerwca 1946 roku, Sylwester Litworowski powrócił do Biecza. W niedługim czasie wyjechał jednak do Krakowa, gdzie podjął pracę w Nowej Hucie jako radca prawny.

W 1953 roku zamieszkał na ulicy Adama Asnyka, a później na Osiedlu Oficerskim. Ułożył sobie życie prywatne żeniąc się w 1961 roku w Krakowie z aktorką teatru „Bagatela” Teresą Juszczyk-Miłowską. Wspólnie wychowywali jej córkę Barbarę z pierwszego małżeństwa, która później ukończyła medycynę. Sylwester Litworowski był kochającym i opiekuńczym ojczymem, ale nie było mu dane dożyć starości w rodzinnym gronie, ani też doczekać wyrwania się Polski z jarzma komunizmu, w co bardzo wierzył. Poważnie zachorował, a przyczyną był nowotwór płuc. Zmarł w 1978 roku w Krakowie w wieku 59 lat, a pochowany został na cmentarzu komunalnym w Bieczu w grobowcu rodzinnym Zawiślaków i Eustachiewiczów. W przesłaniu testamentowym do swojej pasierbicy pisał: „Pamiętaj! W życiu ważny jest szacunek, miłość, nadzieja w Bogu, a nie tylko pieniądze, o które wszyscy zabiegają, Pamiętajcie o tym, wy młodzi!”

Wspomnienia okupacyjne Sylwestra Litworowskiego, poszerzone o relacje jego kuzyna Mieczysława Eustachiewicza (1926-1997), sierżanta Armii Krajowej, stanowią cenną pamiątkę o losach bieckich patriotów zaangażowanych w działalność ruchu oporu. 

Grzegorz Augustowski

Źródła: „Terra Biecensis” – wrzesień – grudzień 2003

Józef Bieniek „Nad brzegami Ropy. Z dziejów Wojskowego Ruchu Oporu w Ziemi Gorlickiej” – Gorlice 2002

Internet (biblioteki cyfrowe)

Skip to content