Kazimierz Kwieciński mógł zostać cenionym prawnikiem, ale jedna decyzja związała go na całe życie z wojskiem. Młody bieczanin walczył najpierw o niepodległość wciąż zniewolonego kraju w tworzących się Legionach Polskich. Następnie, gdy ojczyzna nareszcie odzyskała niepodległość, bił się o jej granice m.in. z Ukraińcami i w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Służył w piechocie i w kawalerii. Czterokrotnie ranny, zawsze odważnie powracał na pole bitwy. Wśród jego licznych odznaczeń znajduje się Krzyż Walecznych i order Virtuti Militari. Ostatnią walkę o wolność narodu podjął w czasie okupacji niemieckiej. Schorowany, tym razem nie zdołał już przetrwać trudnej egzystencji w obozie koncentracyjnym na Majdanku. 

Kazimierz Józef Kwieciński urodził się 18 lutego 1893 roku w Bieczu w rodzinie mieszczańskiej. Był najmłodszym synem Jana Kwiecińskiego – leśniczego, pełniącego urząd wiceburmistrza naszego miasta na początku XX wieku i Salomei z domu Ossowskiej, która zajmowała się prowadzeniem domu. Była to kochająca się rodzina, która kultywowała tradycje patriotyczne, a historia Polski i tęsknota za jej niepodległością stały się częstymi tematami ich rozmów. Pielęgnowano pamięć o narodowych zrywach, potędze polskiego oręża i ważnych dla ojczyzny rocznicach. Kazimierz miał czterech braci i dwie siostry. Był mocno związany zwłaszcza z siedem lat starszym bratem Henrykiem, Komisarzem Izby Skarbowej, do którego często pisał listy przebywając na wojennym froncie. 

Kazimierz uczęszczał do szkoły powszechnej w Bieczu, a po ukończeniu jej czterech klas przez dziewięć lat kontynuował naukę w C.K. Gimnazjum w Jaśle. W 1912 roku zdał egzamin dojrzałości, a w październiku podjął studia na wydziale prawa i administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Był dobrze zapowiadającym się, zdolnym studentem. Jego ojciec liczył, że syn zdobędzie wykształcenie prawnicze. Nie był więc zadowolony, gdy po zaledwie dwóch latach Kazimierz zdecydował się przerwać studia i zgłosił się do I Brygady Legionów Polskich, które w zniewolonym kraju zaczął tworzyć Józef Piłsudski. 13 września 1914 roku, jako 21-latek został przyjęty do 6 batalionu 1 Pułku Piechoty. Rodzina wspomogła powstanie Legionów, przekazując na ich rzecz posiadaną biżuterię. W zamian otrzymali „pierścionek legionowy” z napisem „Legiony 1914 Polskie”. Wkrótce młodemu człowiekowi przyszło wziąć udział w pierwszych walkach jako żołnierz 2 kompanii 6 batalionu. Były to bitwy pod Trupieniem (dzisiejsze Zalesie) i Płachtami (22 października) oraz pod Laskami (23-26 października). Znacznie większa potyczka pomiędzy oddziałami austro-węgierskimi i rosyjskimi miała miejsce w dniach 17-18 listopada 1914 roku niedaleko wsi Krzywopłoty. Spory udział mieli w niej właśnie legioniści (ok. 1400 żołnierzy), w tym batalion Kazimierza Kwiecińskiego. Udało im się powstrzymać natarcie wroga, ale straty były znaczne. W drugim dniu bitwy żołnierz został ranny w lewą nogę koło kostki. Śmierć poniósł jego kolega – także bieczanin Stanisław Bełda. Rana Kazimierza okazała się groźniejsza niż sądził, a jego rekonwalescencja trwała ponad trzy miesiące. Ból w czasie dłuższego chodzenia i marszów przyczynił się również do tego, że przeszedł wkrótce z piechoty do kawalerii. O swoim stanie zdrowia informował listownie na bieżąco brata Henryka. W marcu 1915 roku wrócił do służby. W tym czasie jego batalion toczył boje nad Nidą. W maju 6 batalion został przydzielony do dyspozycji 25 dywizji piechoty armii austro-węgierskiej i brał udział w walkach pod Olszowcami, Wrzachowem, Jańczycami i Żernikami. Wkrótce jednak powrócił do brygady.

23 czerwca 1915 roku Kazimierz Kwieciński został przeniesiony do 1 szwadronu 1 Pułku Ułanów Legionów Polskich, a jego dowódcą był słynny Władysław Belina-Prażmowski. Na przełomie czerwca i lipca uczestniczył w walkach pościgowych za wycofującymi się na wschód Rosjanami, wciąż oszołomionymi po klęsce w bitwie pod Gorlicami. Był to przełomowy moment dla losów I wojny światowej, a świadomość zakończenia walk w okolicach rodzinnego Biecza z pewnością ucieszyła i uspokoiła żołnierza. Jego szwadron wciąż był aktywny. Pod koniec lipca 1915 roku, po odwrocie wojsk carskich, oddział wkroczył do Lublina. Na początku września celem operacji wojskowych I Brygady Legionów Polskich stał się Wołyń i długotrwała kampania nad Styrem.

10 października 1915 roku w bitwie pod Kołkami nad Styrem Kazimierz Kwieciński został ranny po raz drugi, tym razem w prawe ramię. Leczenie odbywał w szpitalu w Krakowie, a do służby wojskowej powrócił na początku grudnia. Upór stał się jego znakiem rozpoznawczym, a walka o wolność ojczyzny celem i sensem życia. Przez pewien czas potyczki miały charakter pozycyjny. Najważniejszym i najcięższym dla Legionów starciem była bitwa pod Kostiuchnówką, która miała miejsce w dniach 4-6 lipca 1916 roku. Udało się wówczas opóźnić ofensywę Rosjan pomimo ciężkich strat. W sierpniu oddział udaremnił wrogowi próby sforsowania Stochodu. Jesienią Legiony zostały wycofane z frontu i skierowane na teren Królestwa Polskiego.

Kazimierz Kwieciński uczestniczył w Kawalerskim Kursie Podoficerskim w Ostrołęce i we wrześniu 1916 roku mianowano go starszym ułanem. 9 lipca 1917 roku doszło do tzw. „kryzysu przysięgowego”. Większość żołnierzy Legionów Polskich w odpowiedzi na wezwanie Józefa Piłsudskiego odmówiła złożenia przysięgi na braterstwo broni z Niemcami i Austro-Węgrami. Odpowiedzią zaborców było rozwiązanie Legionów, internowanie żołnierzy, ale jednocześnie spowodowało to zaliczenie Polski do zwycięskich państw ententy. We wrześniu 1917 roku starszy ułan Kwieciński został wcielony do armii austro-węgierskiej. Szkolił się m.in. w Rezerwowej Szkole Oficerskiej w Hermanstadt. Po trzech miesiącach zwolniono go jednak jako „politycznie podejrzanego”. Miał swoje zdanie i był niepokorny, co okazało się w tym przypadku decydujące. 

Dwa tygodnie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, 25 listopada 1918 roku Kazimierz Kwieciński zgłosił się do formującego się Wojska Polskiego na ziemi chełmińskiej. Otrzymał przydział do 3 szwadronu 1 Pułku Ułanów, będącego pod dowództwem rotmistrza Gustawa Orlicz-Dreszera i mianowano go plutonowym kawalerii. W tym czasie trwała już wojna polsko-ukraińska. Brakowało dobrze wyszkolonych żołnierzy, uzbrojenia i ekwipunku, a oddziały formowane były dorywczo. Naprędce stworzono więc specjalny szwadron, który składał się po części z drugiego i trzeciego szwadronu. Kazimierz Kwieciński został zastępcą plutonowego, czyli podporucznika Kamlera. 10 grudnia 1918 toku polskie wojska dzięki umiejętnej sztuce dowodzenia powstrzymały i odparły liczniejszych Ukraińców w obronie polskich Kresów Wschodnich w bitwie pod Dołhobyczowem. Była to jedna z pierwszych bitew odrodzonego Wojska Polskiego po odzyskaniu niepodległości i miała spore znaczenie psychologiczne. Bieczanin wsławił się odwagą, a zaprocentowało też doświadczenie zdobyte w Legionach. Rocznica tej potyczki została uznana świętem 1 Pułku Ułanów Józefa Piłsudskiego. Warto dodać, że ów Pułk zmieniał kilkukrotnie nazwę – z I Pułku Ułanów na I Pułk Szwoleżerów Lekkokonnych, a od grudnia 1919 roku stał się I Pułkiem Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego.

8 stycznia 1919 roku 3 szwadron tworzący straż przednią grupy majora Orlicz-Dreszera, nacierając pieszo, złamał silny opór nieprzyjaciela i zdobył Sulimów. Kazimierz Kwieciński został wówczas ranny po raz trzeci, tym razem ciężko. Do rodziny w Bieczu dotarła nawet informacja o jego śmierci. Na szczęście okazała się nieprawdziwa, bo żołnierz wyleczył się w szpitalu w Wadowicach i tak jak zwykle ochoczo powrócił do służby. Było to w kwietniu 1919 roku. Został wkrótce przydzielony do szwadronu zapasowego, a 15 maja mianowano go wachmistrzem liniowym. Następnie walczył już na froncie litewsko-białoruskim, a jego pułk odnosił wiele sukcesów, o czym dowodzą pochwały od dowódcy frontu, Edwarda Rydza-Śmigłego. 25 września 1919 roku Kazimierz Kwieciński otrzymał stopień podporucznika. Świadczy to o docenieniu przez zwierzchników jego zdolności przywódczych, odwagi, ambicji i doświadczenia na froncie.

Po krótkiej przerwie w walkach Polska znów znalazła się w potrzasku z powodu agresji ze strony bolszewików. Kwieciński został przydzielony do 2 szwadronu jako młodszy oficer. Już w marcu i kwietniu 1920 roku walczył na odcinku poleskim w ramach wyprawy kijowskiej. Szwoleżerowie wygrywali większość potyczek, a w maju brali bezpośredni udział w zdobyciu Kijowa. Miejscowa ludność witała ich z radością, a dowódcy, rotmistrzowi Głogowskiemu wręczono nawet klucze do miasta. 9 maja odbyła się wielka defilada wojsk przed generałem Edwardem Rydzem-Śmigłym, w której uczestniczył Kazimierz Kwieciński. Następnie Pułk toczył walki nad Berezyną oraz na Wołyniu, gdzie ich przeciwnikiem była słynna 1 Armia Konna Siemiona Budionnego zwana Konarmią. Bieczanin znalazł się wówczas w 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich, gdzie pełnił obowiązki dowódcy 2 szwadronu. Angażował się w walkach pod Beresteczkiem i Berezyną – największej bitwie kawaleryjskiej XX wieku. W lipcu 1920 roku Kazimierz został ranny po raz czwarty – tym razem w bitwie pod Szczurowicami i trafił do szpitala w Bydgoszczy. Mimo sukcesów Polaków, wojna wciąż pozostawała nierozstrzygnięta, gdyż armia Budionnego nie została całkowicie rozbita. Naczelny wódz Józef Piłsudski przerzucił więc swoje jednostki nad Wieprz, Wisłę i Wkrę. Do Warszawy przedostał się także 1 Pułk Szwoleżerów.

Kwieciński powrócił do służby 15 sierpnia 1920 roku, czyli w szczególnym dniu „cudu nad Wisłą”. Został mianowany młodszym oficerem 4 szwadronu. Następnego dnia wziął udział w bitwie pod Płońskiem w ramach Bitwy Warszawskiej, gdzie wraz ze swoim oddziałem skutecznie nacierał na bolszewików pieszo. Nie zabrakło go również 17 sierpnia w ciężkiej potyczce pod Ćwieklinem, w czasie której pułk popisał się odważną szarżą na tyły wroga. Natomiast 20 sierpnia dowodził plutonem 4 szwadronu pod Ciechanowem. Wówczas atakujący okopy bolszewików ułani zostali przez nich zaskoczeni serią z karabinów maszynowych. Stopniowo Polacy zdobywali jednak przewagę biorąc licznych jeńców i sprzęt wojskowy. Wciąż walczyli na południu z osłabioną armią Budionnego. We wrześniu 1920 roku Pułk wszedł w skład I Korpusu Jazdy płk. Juliusza Rómmla. 17 września zdobyto Równe. Osiem dni później szwadron dokonał skutecznej szarży pod miejscowością Korzec na wycofujące się tabory sowieckie. W dniach 8-12 października 1920 roku miał miejsce największy zagon kawaleryjski XX wieku, czyli wypad w głąb terytorium wroga pod Korosteniem. W walkach uczestniczył m.in. 1 Pułk Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego, a 4 szwadron stanowił straż tylną i skutecznie odpierał ataki. Kazimierz Kwieciński dowodził jednym z plutonów. 12 października podpisany został rozejm, a dzień później 1 Pułk Szwoleżerów uroczyście defilował przed dowódcą dywizji, pułkownikiem Orlicz-Dreszerem. 19 marca 1921 roku, w dniu imienin Marszałka, sztandar I Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy.

Męstwo Kazimierza Kwiecińskiego w wojnie polsko-bolszewickiej potwierdzają słowa zawarte we wniosku o odznaczenie Krzyżem Walecznym: ,,Podporucznik Kwieciński jako dowódca plutonu prowadził zawsze swój oddział z niebywałą odwagą czem zyskał sobie zaufanie podwładnych i uznanie przełożonych”. W corocznych uzupełnieniach list kwalifikacyjnych Korpusu Oficerskiego, spisanych kilka lat później możemy przeczytać: ,,Poczucie honoru wybitne, charakter równy wyrobiony, siła woli wybitna, stosunek do kolegów dobry, przez kolegów lubiany, obowiązkowość i pilność wybitna, samodzielność i stanowczość dobra, zachowanie w służbie i poza służbą wzorowe”. Szef sztabu, major Chwalibowski pisał: “Wrodzona skromność nie pozwala mu na narzucanie drugim swego wpływu. Generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski tak oceniał bieckiego żołnierza: ,,Wszystkie usterki wynagradza niezwykłą prawością charakteru, lojalnością, pracowitością, sumiennością i umiejętnością milczenia w sprawach służby”. Z kolei w uzasadnieniu wniosku o odznaczenie Krzyżem Walecznych z 14 listopada 1920 roku dowódca szwadronu, major Głowacki napisał: ,,Zawsze i we wszystkich walkach i potyczkach bardzo odważny, narażał swe życie z poświęceniem dla ojczyzny. W czasie walk pułku przy zdobyciu Markowszczyzny w sierpniu 1919 r. jako wachmistrz szwadronu jeden z pierwszych wpada do tego miasteczka i walczy z przeważającą ilością nieprzyjaciela na ulicach zdobywając karabin maszynowy i licznych jeńców. Był zawsze w bitwie pierwszym prowadząc żołnierzy”. Pułkownik Gustaw Orlicz-Dreszer podpisując wniosek 2 stycznia 1921 roku dodał: ,,Wniosek popieram podkreślając wzorową służbę w polu podporucznika Kwiecińskiego, wybitną odwagę osobistą wykazaną specjalnie w bitwie pod Markowszczyzną”.

Kazimierz Kwieciński pozostał w kawalerii pełniąc różne funkcje w Wojsku Polskim. W grudniu 1921 roku awansował na porucznika, a 15 sierpnia 1924 roku uzyskał stopień rotmistrza ze starszeństwem. 30 kwietnia 1935 roku został przeniesiony w stan spoczynku jako trwale niezdolny do służby wojskowej. Znaczny wpływ na stan jego zdrowia miały rany odniesione w walkach Legionów i wojnie polsko-bolszewickiej. Mimo tego, gdy wybuchła II wojna światowa, niezłomny żołnierz raz jeszcze bez wahania stanął do walki w obronie ojczyzny. Zaczął działać w konspiracji.

Kazimierz ożenił się w latach 30-tych z pochodzącą z Łodzi Kazimierą z domu Habich. Doczekali się dwóch synów: Janusza i Andrzeja. Zamieszkali w Warszawie, najpierw w bloku przy ulicy Nowowiejskiej, a następnie Sierpińskiej. Starszy syn Janusz wspomina ojca ubranego w gabardynowy płaszcz, kapelusz, bryczesy i oficerskie buty. W jego pamięci utrwaliła się także wspólna gra w szachy. Młodszy syn obraz ojca zachował tylko ze zdjęć i wspomnień ludzi, którzy go znali. Wobec zaangażowania się w działalność Państwa Podziemnego, dla bezpieczeństwa Kazimierz Kwieciński zdecydował się wysłać rodzinę z powrotem do Biecza. Niemcy często nachodzili jego mieszkanie. Niestety, w grudniu 1942 roku został aresztowany przez Gestapo i osadzony na warszawskim Pawiaku, największym niemieckim więzieniu politycznym na terytorium okupowanej Polski. O tym fakcie powiadomiono rodzinę telegramem. Pisał stamtąd (po niemiecku) kartki do najbliższych. Twierdził, że jest zdrowy i prosił m.in. o artykuły spożywcze i inne potrzebne rzeczy. Nie udało się go uwolnić pomimo wysiłków żony, która wróciła do stolicy ze starszym synem, a młodszego zostawiła pod opieką brata męża, mieszkającego w Krakowie.

Wkrótce, w styczniu 1943 roku Kazimierz Kwieciński trafił na Majdanek, czyli do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i jenieckiego w Lublinie. Więźniami byli m.in. członkowie ruchu oporu i inteligencja polska. Osadzeni nosili zbyt chłodne pasiaki i drewniane chodaki, ich racje żywnościowe były niewystarczające. Bardzo rzadko mogli korzystać z kilkunastosekundowej kąpieli. Warunki życia, choroby, nieludzkie traktowanie, wygłodzenie i wychłodzenie wpływały na wysoką śmiertelność. Na porządku dziennym rozstrzeliwano jeńców chorych, osłabionych, niezdolnych do pracy, w szczególności kobiety i dzieci. Innymi sposobami eliminacji więźniów stało się wieszanie, topienie w dołach kloacznych, bicie na śmierć, czy zastrzyki fenolu w serce.

Pewnego dnia przed obozową bramę podjechała bryczką zdesperowana żona z synkiem Januszem. Zagrożono jej, że jeśli nie odjedzie, to wszyscy trafią za druty. Woźnica słysząc te słowa szybko odjechał. Przed wybuchem powstania warszawskiego kobieta powróciła do Biecza, głównie za radą kolegów Kazimierza z Armii Krajowej. Doświadczony żołnierz nie przetrzymał trudów życia obozowego, zwłaszcza, że jego organizm był już wycieńczony wcześniejszymi problemami zdrowotnymi, które swój początek miały podczas poprzednich wojen. Rotmistrz Kazimierz Kwieciński zmarł 18 lipca 1943 roku w wieku 50 lat na ostre zapalenie woreczka żółciowego. Za swoje czyny został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Krzyżem Niepodległości, Medalem Pamiątkowym za Udział w Wojnie 1918-1920, Srebrnym Krzyżem Zasługi i Medalem Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości. Posiadał również odznaki I Brygady i 1 Pułku Ułanów. Jego życie było nieustannym bojem o ojczyznę, nie licząc kilkunastu lat młodości i okresu międzywojennego, kiedy to mógł cieszyć się szczęściem rodzinnym. Po jego śmierci żona została sama z dwójką małoletnich synów. Wrócili do Warszawy, ale wobec utraty mieszkania zdecydowali się na wyjazd do Łodzi. Rodzina kultywuje pamięć o Rotmistrzu Kazimierzu Kwiecińskim, propagując jego liczne dokonania wśród młodego pokolenia.

Grzegorz Augustowski

Zdjęcia i dokumenty z archiwum rodzinnego P. Janusza Kwiecińskiego
i P. Andrzeja Kwiecińskiego

Źródła: „Mój ojciec, szwoleżer” – http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/32611?t=Moj-ojciec-szwolezer-

„Rotmistrz Kazimierz Kwieciński (1893-1943)” http://jpilsudski.org/artykuly-personalia-biogramy/historie-rodzinne/item/1655-rotmistrz-kazimierz-kwieci%C5%84ski-1893-1943

Justyna Łukaszyk: „Szable w dłoń – bolszewika goń, czyli o walce
o Kresy Wschodnie” – VIII edycja konkursu „Kresy – polskie ziemie wschodnie w XX wieku”

Internet (biblioteki cyfrowe)

 

 

 

Skip to content